praca udostępniona w całości w Podlaskiej Bibliotece Cyfrowej:
http://www.pbc.biaman.pl/dlibra/doccontent?id=14346

Bronisław Władysław Król

Szkoła jako instytucja wychowawcza
w środowisku małomiasteczkowym

( na tle konkretnego środowiska małomiasteczkowego - Iwieniec)

 

II. 2. Przeszłość. Fakty i zabytki historyczne.

Prawdziwych przyczyn jakie złożyły się na powstanie miasteczka Iwieńca nikt bliżej nie zna. Pierwsze dane historyczne, które odnaleźć można w dokumentach zachowanych w archiwum odnoszą się do początków XVI wieku. Stwierdzają one, że już wówczas miasteczko było dość duże i związane z dobrami iwienieckimi. Iwieniec, jak wiele miast w Rzeczpospolitej powstał niewątpliwie w drodze przeniesienia jako gotowego tworu, opartego na prawie magdeburskim, względnie według wzorów o podobnym urządzeniu. Jest to oczywiście hipoteza wysnuta drogą analogii, żadne bowiem kroniki nie zanotowały tego faktu.

Nazwa miasteczka Iwieńca jest również okryta tajemniczością i tylko legenda krążąca wśród mieszkańców, stara się wyjaśnić tę dziwną poniekąd nazwę. Ponieważ każda legenda kryje w sobie tylko okruchy prawdy, tak i legenda o powstaniu Iwieńca drogą ustnej tradycji przekazywano z pokolenia na pokolenie, zatracała w miarę czasu swoje podłoże realne, stwarzając szerokie możliwości fantazji ludowej. Świadczą o tym liczne wersje tej samej legendy.

Według jednych, bardzo dawno temu, przez, ziemie, na których zbudowano miasteczko, przejeżdżała bogata księżna. Spłoszone konie uniosły książęcą karetę w błota w których nieszczęśliwa księżna poniosła śmierć. Chcąc uczcić jej pamięć, służba usypała jej wysoką mogiłę, na której złożono olbrzymi wieniec. Ludzie, którzy się tutaj osiedlili znaleźli mogiłę i wieniec i stąd ma wywodzić się rzekomo nazwa miasteczka.

Według innych znowu, księżna została uratowana, a chcąc zaznaczyć miejsce, które mogło stać się jej grobem, kazała usypać kopiec i złożyć na nim wieniec. 

Te dwie wersje wzajem sobie przeczące świadczą o wartości tych legend.

Legenda trzecia jest bardziej poetyczna i nosi na sobie cechy prawdy historycznej, chociaż historia tego wcale nie stwierdza.

Pewnego razu Barbara Radziwiłłówna jechała do Nieświeża w odwiedziny do braci. Było to w porze, kiedy drogi z powodu ciągłych deszczów rozmiękły i oto karoca księżniczki ugrzęzła w błocie, a wysiłki służby chcącej wydobyć powóz na nic zdały się. Przerażone panny z fraucymeru z księżniczką na czele poczęły gorąco modlić się do Matki Boskiej prosząc o ratunek. Nagle ujrzały postać Najświętszej Panny wijącej wieniec z kwiecia. Wydostano karocę szczęśliwie na suchą drogę i udano się w dalszą podróż. Na pamiątkę tego zdarzenia, z polecenia księżniczki wybudowano kościół obok którego powstało miasteczko, nazwane Wijewieniec. W dokumentach archiwalnych istotnie napotkać można obok nazwy Iwieniec wyraz Wiwieniec, określający nazwę miasteczka. Jeżeliby dać wiarę tej legendzie, w takim razie można umiejscowić powstanie miasteczka pod koniec pierwszej połowy XVI w.

Niektórzy mieszkańcy nie dają wiary powtarzanym legendom twierdząc, że nazwa miasteczka powstała od grubych drzew, których do dnia dzisiejszego wiele jest w okolicy. Drzewa te, to tak zwane iwy okalają brzegi rzeczki Wołmianki oraz bywają sadzone koło domów.

Wreszcie żydzi, którzy stanowią około 50% ogółu mieszkańców, również na swój sposób tłumaczą pochodzenie nazwy miasteczka. Ma ona według ich zdania wywodzić się z dwóch wyrazów hebrajskich: „Ewen" i „Eje", tzn. kamień i drzewo, a zatem materiał, który był używany do budowy miasteczka. Prawdy nikt nie zna. Zginęła ona w mrokach czasu i w kalejdoskopie wydarzeń. W 1587r.3 Iwieniec należy do Mikołaja Dowojno - Sołłohuba rotmiszcza i dworzanina J. K. Mości, który czyniąc swoją ostatnią wolę: „determinował, ażeby ciało w kościele iwienieckim deponowane było. Dobra zaś swe, ziemie Dorocie Wnuczkównie primo voti Oborskiej, secundi, Łukaszowej Sołłohubowej, a rodzonej siostrze Mikołaja Sołłohuba dostały się." Z powyższego wynikałoby, że już wówczas, to znaczy w drugiej połowie XVI w. posiadał Iwieniec kościół, jeżeli właściciel majątku poleca złożyć w nim swoje ciało. Widocznie tenże sam Mikołaj Dowojno - Sołłohuba zbudował w Iwieńcu kościół parafialny - farę modrzewiową, która w pierwszej połowie XVIII w. spłonęła i uposażył plebanię. W roku l603r.4 umiera Mikołajowa Dowojno - Sołłohubowa, a po jej śmierci dobra iwienieckie drogą spadku przechodzą na Olbrychta Aleksandra Oborskiego kanonika pistyńskiego, potem plebana iwienieckiego. Od tej chwili rozpoczęły się procesy o dobra iwienieckie. Do spadku pretendowała bowiem Urszula z Oborskich zamężna ze Stefanem Gordziakowskim, a potem ich córka Zofia, żona Benedykta Widarskiego, zamężna drugi raz z Kazimierzem Janiszewskim, podstolim owruckim. Drogą sukcesji przechodzi Iwieniec w 1702r.5 do rąk Teodora Wańkowicza stolnika mińskiego, który osadził w Iwieńcu O.O. Franciszkanów i uposażył ich ziemią, a staraniem zakonnika franciszkanina O. Anzelma Czechowicza, mieszczanina iwienickiego na tej ziemi ze składek i jałmużny wymurowano nowy kościół i klasztor. Rocznicę poświęcenia tego kościoła obchodzono bardzo uroczyście 29 września w dzień św. Michała.

Spory sądowe o dobra iwienieckie trwały w dalszym ciągu. Wreszcie w roku 17436 dnia 14 lutego sąd uznaje prawowitym sukcesorem i właścicielem Iwieńca podskarbiego W Ks. Litewskiego Jana Dowojnę - Sołłohuba. W tymże czasie spłonął modrzewiowy kościół. Sołłohub chcąc załagodzić spory z klerem, pretendentem do dóbr iwienieckich po śmierci plebana Oborskiego, ufundował w miejsce spalonej fary modrzewiowej farę murowaną, którą odpowiednio uposażył. Rocznicę poświęcenia fary obchodzono w dzień Św. Trójcy jeszcze solenniej, niż w dawnym kościele św. Michała. Akt fundacyjny brzmi jak następuje:
Nie chcąc, aby się zmniejszyły domy modlitwy, ale bardziej pragnąc ut crescat Chwała Jego święta tym funduszem moim zaznaczam i stanowię, iż ten kościół ma zostawać sub regimine Jaśnie Wielmożnego Księdza Biskupa Wileńskiego, gdzie Jegomość Ksiądz Pleban za prezenta można per Conseques sukcesorów moich ustanowionych acerum do umnes celesiasticum ma mieć euram animarum w parafii wyłączony od Pasterza, a przy tym tenże Jegomość Ksiądz Pleban Winwieniecki tenctur za mnie teraz żyjącego grzesznika, a po śmierci mojej za duszę moją dwie mszy w tygodniu in perpetuam odprawować. Jedną w sobotę do Niepokalanie poczętej i Najświętszej Panny Marii, druga we wtorek do św. Antoniego Padewskiego, patrona mojego. Imesantor tytuł tego kościoła chcę mieć świętej Trójcy, jako i za wolę Jaśnie Wielmożnego Księdza Biskupa wileńskiego i cało in mobilibus w tym kościele i plebani podanie takowe tedy mając ma sobie Jegomość Ksiądz Pleban Wiwieniecki do mieszkania i należytej dostatnicy ma mieć w samym mieście Iwieńcu blisko kościoła plebanię ze wszystkimi budynkami ad honestam habilitationem potrzebnych. Do tego placu, cztery pustych. Krom tych placów, które pod szpitalem, szkołą, plebanią i ogrodami plebańskimi znajdują się(...)" - następuje cały szereg szczegółowych wyliczeń darowizny .

Ująwszy we władanie dobra iwienieckie Jan Sołłohub zabrał się energicznie do uporządkowania wszelkich spraw administracyjnych. W 1780r.8 poleca sporządzić dokładny spis inwentarza dóbr iwienieckich i należących doń folwarków Podgórza i Moskalewszczyzny.

W inwentarzu wymienia dokładnie ilość domów i mieszkańców oraz określa ich powinności. Domów chrześcijańskich było w tym czasie 96, żydowskich 58. Czynsz roczny płacony przez mieszczan jest określony w inwentarzu jako kwota 2 129 złp, 8 i 2 gr. i podymnego 333 złp, grzybów kop 151, dni pracy 541. Indywidualne zobowiązania mieszkańców zilustrują następujące przykłady: mieszczanin Józef Skrzypek zamieszkały przy ulicy Rakowskiej czynszu rocznego płacił 11 złp 20 gr, 9 złp podymnego, grzybów kopy dwie, dni pracy 8. Dom żydowski opłacała tylko roczny czynsz i podymne. Tak np. czynsz roczny wymierzony dla Abrama Chaimowicza zamieszkałego przy placu rynkowym wynosił 14 złp i 12 gr. oraz podymne l złp 25 gr. Bardzo powszechne dzisiaj w miasteczku nazwiska jak: Pupko, Jermakowicz powtarzają się w aktach bardzo często.

Specjalnie w akcie zaznacza dziedzic Iwieńca powinności mieszczan iwienieckich. „Czynsz do skarbu należący od mieszczan, chrześcijan i żydów punktualnie o świętym Marcinie powinien być wypłacony. Ciż mieszczanie grzyby - borówki inwentarzem wyznaczone razem oddawać i w imię inwentarza obsługiwać obowiązani będą. Wyłączają się żydzi, z chrześcijan wójt Czortowicz, pisarz miejski oraz ławnicy. Tartacznicy, którzy z dawna nie służyli i też czasu rezydencji pańskiej posyłki i drogi do Wilna, dalej podług zwyczaju dawniejszego odbywać mają. Młyny i groble razem z folwarkami i wsiami iwienieckimi opatrywać powinni będą. Podymne rat obydwóch marcowej i septembrowej do J. W Pana Ekonoma Iwienieckiego impertować powinni."

Określiwszy powinności mieszczan, reguluje też Sołłohub swoje stosunki z klasztorem franciszkańskim, który często przekraczał granice własnych posiadłości, gospodarząc na pańskich polach. „Waruje się też to, ażeby Ichm. XX. Franciszkanie żadnych sobie nie przywłaszczali propinacji, tak w mieście jako i w cyrkumferencji miasta, nie fundując szynków tak w klasztorze, jako i w szpitalu; ani żadnych handlów nie trzymali, tudzież podczas kiermaszów i targów kupców, kramów i żadnych handlujących pod klasztor nie przyjmowali, protekcyj im nie dawali, jakoteż legacji mieszczan iwienieckich domów, gruntów, placów i dobytku hipotica in et equoqunqve modo sub nullitate nie przyjmowali. Ichm. XX. Franciszkanie nie mają mocy żadnych fabryk, młynów, tartaków stawiać co byłoby cum ditrimento dóbr, a która tedy bez naruszenia kontentować ad invicem do zmiany tak gruntów wsi, lasów, sianożęci i poddanych wyżej wyrażonych jako też w inwentarzach sersiwe sobie danych do prawa nie specyfikować."

Ograniczając pretensje Franciszkanów wynikłe z rzekomego zapisu księdza Oborskiego dziedzic wszelako nie skąpi im zapisów, a nawet aktem w roku 17459 daje „Księdzu Gwardianowi Bonawenturze Cylinowi i całemu konwentowi iniewieckiemu franciszkańskiemu poddanych Jana Mieszkucia z synem Eliaszem, koniem i dwoma wołami. Ławryna Sobola z synem, koniem i wołem. Renta Iluka z synami Ławrynem i Marcinem oraz bratem, koniem i dwoma wołami. Ihnata Korduwa z synami Michałem, Maciejem i Józefem, koniem i dwoma wołami. Tomasza Kotkowskiego z synami Franciszkiem i Maciejem, koniem i dwoma wołami. Szymona Zdała z synem Adamem, szwagrem Józefem, siostrzanem Michałem, koniem i dwoma wołami. Piotra Renta z synem Szymonem, koniem i wołem. Powinności tych ludzi ciągle służą. Co tydzień dni 6. Mężczyzna dni trzy, białogłowa dni trzy. Do dróg i gwałtów mają być pociągani, przy tym tak ciągle pełnić gwałty do żniwa i do grobli sypania."

Sołłohubi dbają nie tylko o kościoły, myślą również o biednych. Aktem z roku 174710 fundują „szpital" dla biedaków. „Przyrzekam ja i sukcesorowie moi na miejscu ode mnie naznaczonym, to jest z drugiej strony gościńca na pagórku wybudować szpital drewniany i naprzeciw piekarnię z komorą, w którym to szpitalu ma mieszkać 6 ubogich, którym do wiktu naznaczam z tychże dóbr moich Iwieńca w rok: żyta beczek cztery, słoniny połeć jeden, sadło jedne. Beczka dworska jako mająca w sobie garncy 80. Takowe wiktualia oddawane być mają dwoma terminami. Tymże ubogim 6 naznaczam odzienie jakoto: żupan i płaszcz co dwie lecie, sukna domowego białego czy też farbowanego a ci ubodzy nie mają być do roboty klasztornej ale tylko do codziennego chwalenia Boga i do posługi kościelnej, które to votum moje raz za życia uczynione ma zawsze trwać. Drew na opał do tego szpitala pozwala się od przywożących drwa na targi, tym ubogim brać z każdego wozu polanku jednym najmniejszym."

Zbudowany „szpital" na rogu Placu Rynkowego opodal kościoła farnego, oszczędzony przez pożar, który strawił w 1888 roku większą część miasteczka, przetrwał do końca wojny europejskiej. Pozostawiony bez odpowiedniej opieki, zamienił się w ruinę i został rozebrany. Do końca jego istnienia zbierali się tam najubożsi z całego miasteczka, śpiewając nabożne pieśni, a ludność miejscowa przynosiła im strawę i dawała drobne datki pieniężne.

Możny pan Jan Dowojna - Sołłohub, hrabia na Ilii i Horykorkach, podskarbi W Ks. Litewskiego mający w swoim posiadaniu hrabstwo iwienieckie dbał o odpowiednie pomieszczenie dla siebie. Zamieszkał w pałacu murowanym, który dotrwał do dnia dzisiejszego i jest zamieszkany przez obecnych właścicieli Iwieńca. O wielkości pałacu świadczyć może liczba 24 pokojów, o zamożności wnętrza opis jednej z izb, wyszczególnionej w inwentarzu.

„Pokój karmazynowy, koło którego drzwi w którym okien z firankami karmazynowymi, kitajczanymi duże. Obicie karmazynowe adamaszkowe, na którym zawieszonych lusterek małych z lichtarzykami jednakowymi sztuk 6. Między oknami lustro duże w ramach orzechowych złocone jedne, pod którym konsol marmurowy ze spodem drewnianym złoconym, na którym lichtarzy brązowych, pozłacanych, poczwórnych, sztuk dwie. Nad kominkiem zwierciadło, duże w ramach białych a la grek złoconych z festonami, nad którym portret królewski, kominek marmurowy, złocony w sztukaterię, w którym wilki z wazonami i postumentami złoconymi i brązowymi, przed którym kominkiem blacha żelazna, mieszek skórzany, szczypce żelazne, szufladka na drewka. Zegar paryski z festonami nad kanapą na ścianie wiszący jeden. Portrecik imaginacyjny w ramach złoconych z festonami. Stolik do kart suknem zielonym obity składany jeden. Kanapa adamaszkowa karmazynowa wyzłacana jedna, krzeseł do tejże kanapy sztuk 8. Klawicymbał na nogach roboty stolarskiej. Posadzka dębowa, fornirowana, pokrowana. Inne pokoje określa inwentarz jako: gabinet, salon, pokój szpitalny, sypialny, buduar, garderoby panieńskie, damskie i męskie itp."

Widać, że bogactwo towarzyszyło dziedzicowi iwienieckiemu. Bogatymi były również i kościoły iwienieckie. Otrzymały zapisy od. szlachty okolicznej, a nawet służyły jej śpiesząc z pomocą, materialną. O zasobności plebana iwienieckiego świadczy fakt, iż w 1746r.11 Ksiądz Staniewicz wypożycza Wojskiemu woj. nowogródzkiego i staroście bobrujskiemu Stanisławowi Bykowskiemu Łopatto „za konsensem J. W. Imć Księdza Biskupa Wileńskiego gotowej i rękodajnej i nie z żadnego kontraktu urosłej sumy funduszowej kościołowi iwienieckiemu nadanej in qvantitate cztery tysiące polskich złotych srebrnej tynfowej monety, licząc tynf po złotemu jednym i groszy 8, a szostak bity po groszy 12 i szelągów 2, którą to sumę 4000 złp takowąż, a nie inną monetą przerzeczonemu Imć ks. Staniewiczowi plebanowi wiwienieckiemu w roku przyszłym 1747 w dzień św. Stanisława Biskupa dnia 8 maja przy księgach grodzkich wileńskich, niczym tego terminu dnia i miejsca nie uchybiając oddać i do plano wypłacić zobowiązuję się."

Wańkowicze, właściciele Wołmy, dzięki którym powstał kościół św. Michała i klasztor franciszkański dbali w dalszym ciągu o jego rozwój, uposażając go odpowiednio. W roku 178912 Jan Wańkowicz wypłaca ks. Janowi Zaleskiemu gwardianowi kwotę 4000 złp. „aby wiecznymi czasy w piątek rano i wieczór była grana litania podczas mszy św. przed ołtarzem Pana Jezusa - raz w sobotę litania do Najświętszej Panny podczas mszy pierwszej." Sumę tę zobowiązał się płacić przy księgach grodu mińskiego, zawarował na dobrach swych Wołmie w mińskim woj. położonych. Z obowiązku swego wywiązywał się sumiennie płacąc corocznie 4000 złp aż do zgonu. Okazałe te dwie świątynie zbudowane naprzeciw siebie w odległości około 600 m były połączone podziemnym lochem, który służył zakonnikom i księżom do wzajemnego odwiedzania się. Loch ten idący wzdłuż ulicy 3-go Maja był używany ponadto jako droga dla procesji w święta parafialne. Dzisiaj w lochu jest wejście tylko z jednej strony, z podziemi kościoła św. Michała. Wejście znajdujące się w fundamentach farnych zostało w czasie budowy cerkwi zasypane. Sam korytarz podziemny zapadł się w kilku miejscach i jest dostępny tylko w bardzo ograniczonej przestrzeni.

Pamiętne lata wojen napoleońskich zastają w Iwieńcu nowych właścicieli Plewaków. Oglądają iwieńczanie wojska Napoleona idące na Mińsk, a stamtąd na Moskwę, są świadkami odwrotu tych wojsk. Skromnym śladem, który uwiecznił te lata w pamięci mieszczan są groby żołnierzy, znajdujące się za Iwieńcem, obok drogi wiodącej do Borowikowszczyzny. Groby te przez ludność nazywane są „pieszczuszkami".

Rok 1830 mija tutaj bez echa i nie pozostawia żadnych śladów w miasteczku. Natomiast po powstaniu styczniowym, które w okolicy i w miasteczku nie wywołało również żywszego ruchu, stosuje rząd rosyjski represje w stosunku do ludności katolickiej. Represje te płynęły widocznie stąd, że ludność kilkakrotnie ukryła rannych powstańców, a zmarłych pogrzebała obok wsi Pohorełki, ustawiając na grobach prymitywne kamienie ze znakiem krzyża.

Rozporządzeniem ówczesnego ministra, generała - adiutanta Timoszewa, 28 listopada 1868r. zostały zamknięte obydwa murowane kościoły św. Trójcy (fara) i św. Michała, klasztor i drewniana kaplica na cmentarzu w której odprawiano nabożeństwa za zmarłych. Od roku 1880 - 1885 wymienione kościoły przerobiono na prawosławne cerkwie.

W tymże czasie Iwieniec traci dotychczasowego właściciela Plewakę. Pałac pański pozostaje osamotniony, pozostają tylko na ścianach portrety dziedziców majątku. Oto portret Plewaki, ostatniego właściciela I wieńca.

Majątek dostaje się pod administrację rządu rosyjskiego a następnie nabywa go gen. Kozaryn, od którego odkupuje dobra iwienieckie ówczesny rzeczywisty radca stanu Piotr Daraguncew, mieszkający w Iwieńcu do dnia dzisiejszego.

W 1888r. Iwieniec pada pastwą płomieni, które zniszczyły prawie całe miasteczko. Pożar wybuchł w dzień św. Trójcy wieczorem o g. 21. Przerobiona na cerkiew fara (pod wezwanie św. Trójcy) spłonęła doszczętnie, w czym mieszkańcy widzieli palec Boży.

W roku 1914 na fundamentach farnych została wzniesiona cerkiew.

W roku 1904 rząd rosyjski zezwala na słuchanie mszy św. w cmentarnej kaplicy. W cztery lata później, szczerze katolicka ludność, która mimo szykan żandarmów rosyjskich pozostała przy wierze swoich ojców, broni krzyża, który policja zamierzała usunąć z pod murów kościoła św. Michała. Padają strzały do ludu, krew swoją i życie oddają mieszczanie nie chcąc dopuścić do profanacji krzyża.

Zbliżały się lala wojny i wyzwolenia, Od pierwszych chwil krwawych zapasów wojennych Iwieniec zaludnił się żołnierzami rosyjskimi. Kwaterują oni we wszystkich domach w miasteczku. Utrzymujący się miesiącami front pod Baranowiczami zmusza władze wojskowe do sprowadzenia odwodów z głębi Rosji.

Zrazu iwieńczanie dobrze zarabiają, dostarczając pożywienia dla ludzi i paszy dla koni. Z czasem jednak zapanował w miasteczku głód, potęgowany niemożnością wyjazdu w inne okolice po zakup produktów. Cena puda mąki wzrasta do 500 rubli. Głód zmusza mieszkańców do wyzbywania się cenniejszych przedmiotów, a nawet nieruchomości. Zanotowano ciekawy wypadek sprzedaży domu za półtora puda mąki. Środa, dzień targowy, tak zwykle gwarny stał się zwykłym dniem tygodnia, nie zakłócający ciszy miasteczka.

Lata 1918 i 1919 spędzili w Iwieńcu Niemcy nie troszcząc się o polepszenie losu mieszkańców miasteczka. Wydobyli wszystko, co można było zużyć na miejscu lub wywieźć.

Kiedy w 1919 r. wkroczyły do Iwieńca wojska polskie, był on mieściną zamieszkałą przez wynędzniałych i głodnych ludzi. Natychmiastowa pomoc materialna, troska o podniesienie higieny, towarzyszyła wkroczeniu żołnierzy do miasteczka. Po klęsce bolszewików pod Warszawą, Iwieniec na podstawie traktatu ryskiego zostaje wcielony w granice Państwa Polskiego. Z tych czasów posiada miasteczko grób Nieznanego Żołnierza, który padł tutaj w obronie Ojczyzny. Grób jest pod opieką całego społeczeństwa, w szczególności szkoły.

3-12     Archiwum Akt Dawnych, Wilno